środa, 29 sierpnia 2012

Siódmy<3



Od sms, którego otrzymałam od `Zayna` minęły dwa tygodnie. Co do mulata nic mu o tym nie wspominałam, pewnie i tak uwierzyłby tej tapecie. No właśnie miałyśmy okazję się spotkać.Nie wyglądało to najlepiej... Jedna próbowała przebić drugą w coraz to gorszych określeniach. W końcu jednak temu blond plastikowi zadzwonił telefon i wyszła z lokum.


Hymm.. minęły dwa tygodnie.. Czyli właśnie dziś kończę osiemnaście lat. Tak jakoś wyszło, że moją `szaloną` osiemnastkę spędzam w samotności, bo tak się jakoś złożyło że jakaś tam bliska przyjaciółka Naomi i chłopaków również obchodzi dzisiaj urodziny. Nie mam im tego za złe. Nie mogli przecież wiedzieć że ja też dziś świętuje, nic im nie powiedziałam, a przecież sami z siebie nie mogą wiedzieć.

**-**

Oczyma Zayna:

-A ty gdzie się wybierasz? Spytał mnie Liam widzący, że próbowałem opuścić dom.
-No wiesz ktoś musi ściągnąć Van na tę łąkę. Sama tam nie dotrze i przecież musi się przygotować.
-O to dobrze powiedział Niall jedzący Hamburgera. Zostawiłem tam swoją gitarę. Rzuć na nią okiem.
-Niech będzie.
-My będziemy tam po osiemnastej rzekł teraz Harry w całej swojej okazałości czyli oczywiście nagi.
-Stary oszczędź widoków, ja lecę powiedziałem ostatni raz przeglądając się w lustrze.
Jest dokładnie 15:45 u Vanessy będę za 15 minut. Potem około 30 minut żeby się przygotowała, potem następne 20 na dotarcie na wzgórze. Czyli zostaje około godziny na wręczenie prezentu. Wystarczy powiedziałem i ruszyłem przed siebie.



Oczyma Vanessy:
Z rozmyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi:
-Proszę powiedziałam bez entuzjazmu.
-O hej rzekłam widząc wchodzącego do pokoju Mulata.
-Wstawaj, włóż coś ładnego i bez dyskusji idziesz ze mną na tę imprezę.
-Ale ja nawet nie znam tej dziewczyny... powiedziałam
-Znasz i to bardzo dobrze... powiedział Zayn ściszonym tonem.
-Co proszę?
-Nic,nic powiedział zapewne ją poznasz. To jak będzie? dodał
-Daj mi 30 minut i wstając z łóżka udałam się do łazienki .

Moje długie, ciemne włosy postanowiłam pokręcić i upiąć. Usta posmarowałam blado różową szminką, a rzęsy przetarłam czarnym tuszem, który podkreślił moje duże niebieskie oczy. Następnie z wiklinowego kosza, zabrałam wcześniej przygotowaną suknię. Z racji tego, że za oknem panował cudny październik na  moje nadzwyczaj ciemnej karnacji nogi założyłam przeźroczyste rajstopy, a następnie wysokie różowe szpilki.Na końcu zarzuciłam na siebie marynarkę.  Po 30 minutach gotowa wyszłam z łazienki. Mulat jeszcze przed chwilą wpatrujący się w czasopismo, teraz zawiesił wzrok na mnie. Przez dłuższą chwilę nie odzywał się.
-Nie no aż tak źle wyglądam? Spytałam go okręcając się wokół własnej osi.
-Nie wręcz przeciwnie wyglądasz bardzo ładnie rzekł chłopak całując mnie w policzek.
-Dziękuje, chodźmy już rzekłam i z biurka zabrałam klucz, który zaraz potem wylądował w torebce.


Opuściliśmy budynek i ruszyliśmy w nie znaną mi `podróż`. Całą drogę milczeliśmy, aż wreszcie ujrzeliśmy ogromną łąkę. Wiele polnych kwiatów, małe jeziorko, na uboczu mały domek gospodarczy. Wreszcie pagórek, na nim niebieski koc z Kubusiem Puchatkiem i gitara. 

-Yyy, czyja..
-Niall tu wczoraj był i zostawił ją. Usiądziemy? spytał Mulat wskazując na koc. 
-Em tak, jasne rzekłam siadając na kocyku. 
-Vanessa, ja chciałbym, Ci powiedzieć,że... a z resztą pozwól mi go założyć, powiedział wyciągając z pudełeczka. złoty łańcuszek, na którym powieszone było serduszko. 
-Otwórz rzekł chłopak przytulając mnie. Otworzyłam zawieszkę, a w środku ujrzałam nasze wspólne zdjęcie. Na obwódce wygrawerowany został napis: FOREVER
Po moim policzku spłynęła łza.
-Wiedziałeś...
- Takie daty trzeba pamiętać powiedział pstrykając mnie w nos. Chwilę siedzieliśmy w cieszy, ale wreszcie wzięłam gitarę do rąk i zaczęłam grać dobrze znaną mi melodię. 
-Wiesz kiedyś grałam i to bardzo często.. Dwa lata temu straciłam mojego dobrego anioła i już nigdy nie zagrałam. Jesteś pierwszą osobą przed którą się otwieram. 
-Dlaczego przestałaś, spytał bacznie mi się przyglądając. 
-Widzisz wszystkich chwytów, nauczył mnie mój dziadek. Całe dzieciństwo spędzałam w domu wspaniałych ludzi. To właśnie mój dziadek nauczył mnie wszystkiego, gry na gitarze, jazdy na rowerze i to on wzbudził we mnie pasję do rysunku. Pewnego dnia zabrało do pogotowie i już po prosu nie wrócił. Wtedy zaczęłam się buntować, gitarę rzuciłam w kąt, nigdy nie wsiadłam na rower. Byłam zła że mnie zostawił, tak bez pożegnania. 
-Posłuchaj on nigdy Cię nie zostawi, teraz obserwuję Cię z  tamtąd rzekł wskazując na niebo. Pewnie zrobiło mu się bardzo przykro kiedy przestałaś grać... Nie powinnaś tego robić dodał. 
Zaczęłam grać z pamięci jakąś piosenkę z radia. Zayn chyba skojarzył bo zaczął śpiewać:

I’m broken, do you hear me?
I’m blinded, ‘cuz you are everything I see
I’m dancing, alone
I’m praying
That your heart will just turn around
And as I walk up to your door
My head turns to face the floor
Cause I can’t look you in the eyes and say  
polski:
Jestem załamany,
Słyszysz mnie?
Jestem ślepy, bo jesteś wszystkim co widzę,
Tańczę sam,
Modlę się, by Twe serce odwróciło się,
Kiedy przychodzę pod Twoje drzwi,
Spuszczam, głowę, by zmierzyć się z podłogą,
Bo nie mogę spojrzeć Ci w oczy i powiedzieć ...

Wtedy zbliżył się do mnie i spojrzał prosto w oczy. Coś mnie tchnęło, poczułam jak moje serce zaczyna mocniej bić...




****************************************
Hej, hej kochani<3 Miałam ten rozdział dodać wczoraj ale 
nie miałam czasu. Dziękuje za komentarze;) Przepraszam za błędy.
Zapraszam do dalszego komentowania i oddawania głosów w ankiecie 
nie trzeba mieć konta google!;) Jeśli chodzi o Perrie. Nie wiem jaka jest
na prawdę tutaj gra rolę czarnego charakteru ale tylko na potrzeby tego
opowiadania. To nie tak że jej nie lubię jeśli Zayn jest szczęśliwy ja nic do niej nie mam. 
Ósmy rozdział zależy od waszej aktywności dodam go po 4 komentarzach;***
Na koniec  macie gity;* 








Pozdrawiam Oliśś<3





























wtorek, 21 sierpnia 2012

Szósty<3


-Chodź już i uśmiechnij się ze smutkiem Ci nie do twarzy, rzekłam i klepnęłam Zayna w ramię. Ten uśmiechnął się lekko i popchnął mnie w stronę drzwi balkonowych. Ja szybko na swojej twarzy `wymalowałam` smutek i założyłam ręce.
-A ty co taka naburmuszona. Spytał mnie Harry, który w dalszym ciągu wyjadał wiśniowe żelki. Ja odwróciłam się do niego plecami i rozejrzałam się po pokoju.
-No żeby we własnym pokoju nie miało się gdzie usiąść... powiedziałam pod nosem.W tym samym czasie ze swojego miejsca wstał Hazza i pociągnął mnie za rękę.
-Ej mnie się nie ignoruje. Powiedział
-Tak? A mnie nie nazywa się straszną rzekłam i popchnęłam go na łózko.
-To teraz się do nas odzywać nie będziesz?
-`Do nas..` Tak się składa że Zayn, Liam i Niall nie brali w tym udziału wy to inna sprawa.
-Rozumiem w takim razie ja lecę do Eleanor. Do zobaczenia.
-Właśnie Vanessa miałabyś coś przeciwko gdybym przyprowadził tutaj Danielle?
-Co ty, może wpadać mi to nie przeszkadza, miło będzie ją poznać powiedziałam i szczerze  się do niego uśmiechnęłam.
-Dzięki powiedział i przytulił mnie. Zaraz będę dorzucił i wyszedł z pokoju.


-Zayn chodź na chwilę powiedziałam do mulata. Pomóż mi coś wybrać bo mnie głowa boli.
-Ale pójdziemy do kina odpowiedział śmiesznie poruszając brwiami.
-No niech będzie, szukaj czegoś mnie się nie chcę.
-Cóż powiedziałbym że dziś ciepło nie jest więc proponujęę...to? spytał przygryzając wargę.
-No i to jest bardzo dobry pomysł rzekł Hazza.
-A ciebie ktoś o zdanie pytał? powiedziałam i od nie chcenia na niego spojrzałam.
-Idę się przebrać powiedziałam i przejęłam od mulata ubrania.
Poszłam do łazienki i zdjęłam dotychczasowe ubrania. Potem włosy spięłam w wysokiego kucyka, umyłam zęby i założyłam komplet wybrany przez Zayna.
-To jak idziemy? spytałam i dopiero teraz zauważyłam siedzącą w pomieszczeniu dziewczynę Liama.
-O hej jestem Vanessa miło poznać.
-Hej, Danielle powiedziała i uścisnęła moją dłoń.
-Wybierzecie się z nami do kina? Bliżej się poznamy, rzuciłam w stronę pary.
-Mnie to pasuje rzekła dziewczyna mniej więcej mojego wzrostu. Miała parę niezwykle głębokich brązowych oczu i długie kręcone włosy.
-A ja? spytał zasmucony loczek.
-Se idź, ale nie siedzisz obok mnie rzuciłam w jego stronę z podirytowaniem.
-A ty znów to samo, długo tak zamierzasz?
-Znów? Jeszcze jakoś nie usłyszałam `magicznego` słowa z twoich ust.
-No jejku przeppraszamm.. powiedział
-Teraz to już trochę za późno, nie uważasz?
-To co ja mam na kolanach klęknąć? zapytał z kpiną w głosie.
-Rób co chcesz, chodźcie ludziska nie chcę tego słuchać.



-Zayn a tak właściwie to na co idziemy?  spytałam
-Madagaskar! rzekł Liam na co się zaśmiałam
-Ja nie mam nic przeciwko. Powiedziałam a reszta zaczęła się śmiać.
-No nie gadajcie.. znowu..
-Znowu? Spytała zaciekawiona Danielle.
-Tak się składa że od czasu naszego poznania, czyli może ze siedem dni na każde pytanie wraz z Zaynem odpowiadamy.. tak samo. Chłopcy mają ubaw, w sumie się nie dziwie musi to zabawnie brzmieć.
-Całkiem spoko, ale przy jego dziewczynie lepiej się ograniczaj zbyt fajna to ona nie jest rzekła Dan przez zagryzione zęby, całe szczęście chłopak nic nie słyszał bo akurat odbierał telefon.
-Rozumiem, niech zgadnę tapeciara, pyskata, zawsze musi być tak jak ona chcę,jest zazdrosna o każdą osobę w towarzystwie Zayna i nie pozwala go dotykać ani nawet do niego przemawiać tak?
-Dokładnie powiedziała i uśmiechnęła się do mnie.



Dotarliśmy pod budynek. Nie kręciło się tam specjalnie dużo osób, może ze względu na to że był to środek tygodnia. Weszliśmy do środka. Zayn i Liam  poszli  po bilety, a ja z Danielle po popcorn. Oczywiście wyprzedził nas Niall, kupujący 3 mega duże opakowania popcornu i 2 litry coli. Przetarłam oczy i wybuchnęłam śmiechem.
-Tyle jesz a wcale tego po tobie nie widać rzekłam rozbawiona.
-Tak już mam odpowiedział i ruszył z zakupami do reszty.
-Skoro ten głodomór kupił tyle popcornu może weźmy żelki i nachosy?Spytała dziewczyna.
-Pewnie rzekłam i dokonałyśmy zakupu.

-Masz Harold powiedziałam i rzuciłam w niego paczką żelków.
-Oo już się nie obrażasz?
-Jeśli chcesz to mogę się obrażać dalej, aczkolwiek wcale nie byłam zła.
-Chytra jesteś powiedział i uśmiechnął się.


-Dobra słuchajcie rząd 13 miejsca 10, 11, 12, 13, 14 i 15. Powiedział zaczytany w biletach mulat.
-Dobra ja biorę 15 rzekłam
-Ja 14 powiedział Zayn.
-No staryy..ja miałem siedzieć obok niej!
-Przykro mi ale nie chcę siedzieć obok kogoś kto nie umie powstrzymać swojego popędu seksualnego. Reszta wybuchnęła śmiechem, a Zayn przechodząc obok loczka klepnął go w ramię:
-No ładnie Cię podsumowała, stary.

Weszliśmy do ogromnej sali kinowej. Wokół nas kręciło się wiele osób, nie którzy zaczepiali chłopaków, ale  nie wiedziałam o co dokładnie chodzi więc wszystkie zaczepki  puściłam mimo uszu. W końcu dotarłam na  upragnione miejsce. Moją uwagę przykuł chłopak który siedział obok mnie, dam głowę że kiedyś już go spotkałam, mało tego myślę że wciąż go gdzieś spotykam, ale może to tylko moja wyobraźnia. Wzruszyłam beztrosko ramionami i `rozgościłam` się na krzesełku.
 No i są moje `kochane` reklamy... Na prawdę mnie nudziły ale Zayn wciąż pisał z Perrie jak przypuszczam.. Po tym jakie nastawienie mają do niej Liam i Danielle zaczynam myśleć że ta dziewczyna to nic dobrego.. Nie znam jej więc oceniać nie będę. Ale na pewno poznam i wywnioskuję czy bardziej jestem po stronie Zayna czy też brązowookiego i jego dziewczyny, która wydaje się być bardzo sympatyczna.
Wreszcie nie wytrzymałam i zabrałam mulatowi telefon.
-Ej ale ona..
-Jaka ona zaraz zacznie się film, a ja mam zamiar świetnie się bawić i siedzieć obok kogoś kto razem ze mną będzie go komentował. Twoja dziewczyna jest aż tak niezrównoważona żeby Ci nie ufać? Nie ma o co być zazdrosna bo to przecież normalne, że jej chłopak ma przyjaciół i się z nimi spotyka, prawda? Jeżeli jednak wolisz jej towarzystwo szerokiej drogi, zajmę miejsce obok lokatego.
-Fascynujący dialog Vanesso rzekł chłopak siedzący obok mnie.
-Dzięk. I jak Zayn?Chwileczka skąd wiesz jak mam na imię?
-Yyy.. usłyszałem jak do Ciebie mówił.
-Dobra poczekaj. Zayn?
-Zostanę.
-No i to rozumiem teraz ty.. no to jak Ci na imię?
-Will powiedział i uścisnął moją dłoń.
-Miło mi Cię poznac Will.. ładne imię powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Dziękuje, o zaczyna się rzekł i zwrócił głowę w stronę ekranu.



-Pingwiny pokazały klasę! powiedział uradowany Liam po skończonym filmie. Spojrzałam na Danielle która ledwo powstrzymywała się od śmiechu.Nie ukrywam że i ja ściskałam usta żeby nie wybuchnąć śmiechem.
-Mnie najbardziej podobał się ten Ruski akcent naśladowany przez Aleksa... powiedziałam aby opanować sytuację.
-No to piąteczka! Powiedział podekscytowany Harry. Przywaliłam w jego dłoń jak najmocniej i widząc że ze złości robi się czerwony bez zastanowienia podeszłam do niego i rzekłam:
-Tak na przyszłość. Rzymsko frajerze! powiedziałam opierając na jego ramieniu środkowy i wskazujący palec. Reszta szybko zaczęła się śmiać wskazując na loczka.
-No ja zwariuję! Rzekł i usiłował mnie złapać. Ja odsunęłam się w porę, a ten wpadł na jakąś staruszkę i przytulił ją mocno do siebie.
-Osz ty dzieciaku! Jak śmiesz! Żebra mi zaraz połamiesz, odsuń się natychmiast rzekła i zdzieliła go z torebki w głowę. Ten wypowiedział tylko ciche- Ał i masując sobie głowę podszedł do naszej paczki.
-Kobieto ja, ja się na tobie odegram, zobaczysz!
-Jej też będziesz żebra miażdżył?! A masz ty niewychowany chłopaku. Zostaw dziewczynę w spokoju! Powiedziała staruszka ponownie uderzając Harolda w głowę. Uśmiechnęłam się do niej i podziękowałam, kiedy już się oddaliła wybuchnęłam śmiechem i uderzyłam go w ramię.
-Jeszcze jakieś groźby mój kochany?
-To jeszcze nie koniec, coś wymyślę rzekł.
-Jak na razie tylko wepchnąłeś mnie do wody, a ja wyprostowałam Ci włosy, robię z Ciebie pośmiewisko i jeszcze staruszka spuściła Ci manto. Trzy jeden dla mnie powiedziałam i uśmiechnęłam się szyderczo.
-Ty na prawdę jesteś chamska, powiedział lustrując mnie wzrokiem.
-No dziękuje Ci bardzo! Rzekłam i oddaliłam się od niego tym samym wracając do reszty towarzyszów.
-Em a gdzie jest Zayn?
-Rozumiem.. Perrie. Na prawdę coraz bardziej nie lubię tej dziewczyny,  a nawet nie miałam okazji aby ją poznać. Tylko do cholery dlaczego? Z rozmyśleń wyrwał mnie znajomy głos.
-Naomi! Hejj powiedziałam przytulając ją do siebie.
-Ej mieszkacie  w tym samym pokoju i się jeszcze dzisiaj nie widziałyście? spytał Liam z trochę zdziwionym wyrazem twarzy.
-No tak trochęęę? Powiedziałam trochę ściszonym tonem głosu.
-Nadróbmy to pysznymi lodami rzekł Maks za co w odpowiedzi został `znokautowany` przez Nialla.
-Kocham Cię stary!
-No co z tą dzisiejszą młodzieżą się dzieje! Geje, nie szanujący starszych osób i na dodatek zastraszający niewinne dziewczynki! Rzekła przechodząca obok nas starsza pani, którą mieliśmy już okazję poznać.
-Niall wstał z ziemi, a właściwie z Maksa i jak najszybciej poszedł do lodziarni na rogu. My powolnym tempem również do niego dołączyliśmy.
-Wzięłam tylko jedną gałkę lodów czekoladowych. Czyli około 4 mniej niż blondyn. Ten chłopak mnie zadziwia, powiedziałam w myślach i uśmiechnęłam się delikatnie. W tym samym czasie dostałam sms:

`Pojechałem do mojej ukochanej, nie masz na co liczyć, wiesz co nawet Cię nie lubię xx Zayn` kiedy przeczytałam tę wiadomość po moich policzkach mimowolnie zaczęły spływać łzy...
-Van co jest ? Spytał Liam. Nie odpowiedziałam na jego pytanie, wstałam z krzesełka, na którym aktualnie siedziałam i poszłam przed siebie. Ruszył za mną brązowooki i jego dziewczyna.
-Ja, ja przepraszam za tamto. Trochę mi się przykro zrobiło kiedy ktoś kogo uważasz za przyjaciela mówi, że ani trochę Cię nie lubi. Powiedziałam i zalałam się strumieniem łez. Liam przytulił mnie do siebie.
-Nie płacz, może to pomyłka. Powiedział głaszcząc mnie po głowie.
-Sami zobaczcie. Rozumiem że ją kocha, ale na prawdę przesadził powiedziałam ocierając łzy.
-Wiesz co to mi do Zayna nie pasuje rzekła Danielle.
-Co masz na myśli spytałam ciekawa.
-Myślę że to ta blondowata debilka usiłowała was skłócić.
-Na prawdę tak uważasz?
-Ona chcę zniszczyć każdego kto chociażby dotknie Zayna, albo nawet się do niego odezwie. Nie jest to przyjazna osoba. Czasami mam nawet wrażenie że pokazuje się z Zaynem dla.. Powiedziała,a Liam groźnie na nią spojrzał.
-Dla?
-Em po prostu jest przystojny.
-Rozumiem.. rzekłam i wsadziłam rękę do kieszeni spodni.
-Jeśli coś będzie nie tak zawsze możesz do nas przyjść powiedziała dziewczyna i przytuliła mnie.
-Dziękuje wam, razem damy radę Perrie, ale być może to jednak Zayn wysłał tą wiadomość. Powiedziałam wzruszając ramionami.
-Uwierz to do niego nie podobne, wracajmy do reszty robi się ciemno, rzekł Li ciągnąc nas obie za ręce. doszliśmy na parking na którym zaparkowany był samochód chłopców. O dziwo reszty jeszcze nie było usiedliśmy więc murku przed kinem. Po 15 minutach reszta naszej `ekipy` do nas dołączyła. Jak to na Nialla przystało w ręku trzymał shake, a jak to na mnie przystało potknęłam się wpadłam na Nialla i cała zawartość kubka wylądowała na mojej bluzce.
-O fuuuu jedźmy już, muszę się przebrać.
-Ok rzekł Liam i otworzył samochód.

Zaraz po wejściu do pokoju podbiegłam do szafy i wyciągnęłam z niej trochę luźniejsze ubrania. Poszłam do łazienki i przebrałam się. Reszta rozgościła się już w pokoju.



______________________________________________
Jest i 6;) Nie podoba mi się;/ opinie pozostawię wam;)
 Will niedługo pojawi się w bohaterach.
Zapraszam do głosowania i komentowania możecie to robić bez konta google!
Pozdrawiam Oli;)
















niedziela, 19 sierpnia 2012

Piąty<3



Przez całą noc nie udało mi się zasnąć. Może to dlatego, że dwójka zwariowanych chłopaków ciągle nade mną stała? A może jednak wina wiąż bolącej ręki? Myślę że wina leży po połowie.


O godzinie 6 postanowiłam wstać z łóżka i udać się do łazienki. Jak zauważyłam pogoda niestety nie była dziś najlepsza jak to na Londyn przystało, to  oberwanie chmury, to wiatr, a nawet spadające krople gradu, odbijające się od okna. Z szafy wyciągnęłam ubrania i ruszyłam do wcześniej zaplanowanego miejsca. Wzięłam długi prysznic po czym przyszedł czas na umycie włosów. Ręka sprawiała mi trochę trudności ale w końcu jakoś sobie poradziłam. Z szafeczki wyciągnęłam jedną brązową kokardkę i wpięłam ją do wcześniej wysuszonych włosów. Opuściłam pomieszczenie nie zważając na to, że Harry stoi za drzwiami. Na szczęście tym razem chłopcy zdążyli go uprzedzić i w porę odsunął się.
-Dziewczyno ty albo mnie zabijesz drzwiami, albo co najwyżej doprowadzisz do rozległego zawału serca i zejdę z tego świata. Po tych słowach Louis wstał na równe nogi i pogroził mi palcem. Pozostali zaśmiali się, a ja długo się nie zastanawiając posłałam obojgu szeroki uśmiech i wzruszyłam ramionami.
-Muszę was zasmucić, zebrani w tym pomieszczeniu człowieki ale bowiem udaję się na lekcję fizyki. Nie dotrzymam wam mojego świetnego towarzystwa, ale zostawiam wam klucz na znak pojednania z Haroldem,  życzę mu wytrwania,  bo nigdy nie wiadomo kiedy otworzę drzwi. Powiedziałam z rozłożonymi rękami. Na `sali` rozniósł się śmiech słuchających, a ja pomachałam do nich ręka i wyszłam.
-Vanessa poczekaj odprowadzę Cię rzekł chłopak narzucając na głowę kaptur.
-Niech będzie rzekłam uśmiechając się do mulata. A można wiedzieć dlaczego nie siedzisz z resztą grona towarzyskiego na czele z panem `Nie dotykaj moich włosów?` powiedziałam i zaśmiałam się.
-Emm... To znaczy jadę do mojej dziewczyny rzucił a ja zrobiłam trochę dziwną minę.
-Sorry nie wiedziałam że z kimś jesteś.
-Nie ma sprawy, mam nadzieję że się polubicie jesteście podobne to znaczy z charakteru a przynajmniej tak mi się wydaje.
-Jeśli tak sądzisz. Powiedziałam przystając przy drzwiach wejścia do szkoły.
-Muszę..
-Tak wiem do zobaczenia powiedziałam i przytuliłam bruneta na pożegnanie..


-Ej Van kto to był?? spytała uradowana Majka widząca całe zajście przez okno.
-Znajomy rzekłam bez większego entuzjazmu.
-Ta bo każdy znajomy odprowadza pod szkołę i przytula.
-Ma dziewczynę powiedziałam piorunując dziewczynę przenikliwym spojrzeniem.
-O jezu.. czy ty wszystko musisz zepsuć? zapytała ponownie oburzona blondynka.
-Tak, tak.. teraz chodź za chwilę fizyka.
-No idę przecież rzekła dziewczyna zamykając szafkę.


Dotarłyśmy do sali, w której siedziała już grupka uczniów, zajęłam miejsce obok Majki i wypakowałam rzeczy. Usiadłam na krzesełku i przyglądałam się reszcie ludzi wykonującym różne czynności, niektórzy spisywali zadanie, inni zakuwali jak to na piątkowych uczniów przystało, jeszcze inni pałaszowali śniadanie.
Do klasy weszła wreszcie nauczycielka. Była wysoka i szczupła, włosy  przykrywały jej nadzwyczaj długa szyję, a oczy współgrały ze świeżą nutą zieleni bluzki. Na pierwszy rzut oka wydawała się być miła. Przedstawiła się bo była to nasza pierwsza lekcja w tym roku, sprawdziła obecność, potem spisaliśmy regulamin i lekcja dobiegła końca. Zdecydowanie za szybko nie ukrywam że lubię fizykę, zdarza się że nawet zaklinana przez wszystkich matematyka, jest dla mnie przyjazna. Koniec, końców wszystkie lekcje minęły w mgnieniu oka i nawet nie zauważyłam jak mój dzisiejszy dzień w szkole dobiegł końca.


Weszłam do gmachu internatu, na korytarzu nie było prawie nikogo. Przyznam szczerzę że się cieszyłam z powodu nagłej zmiany pogody pękała mi głowa i nie miałam ochoty do nikogo przemawiać ani słuchać gderania innych. Udałam się do mojego kochanego pokoju. Co dziwne był pusty. Nie dziwiło mnie to że nie ma Naomi pewnie siedzi u Maksa, ale chłopcy? Pewnie wszyscy siedzą u swoich dziewczyn podobnie jak Zayn powiedziałam sama do siebie i rzuciłam się na łóżko.
-Dla twojej wiadomości ja i Niall jesteśmy kompletnie samotni. Rzekł Harry stając nade mną z paczką żelek.
-Jak, wy tutaj emm.. przecież.. niech to...
-A wiesz że w tutaj jest balkon dziewczynko?
-No w sumie racja rzekłam i wychabiłam od lokersa żelkę.
-Ciekawe którą weźmie powiedział szeptem blondyn w stronę Hazzy.
-Cicho bądź i patrz, rzekł przeżuwając jak mniemam żelkę chłopak.
-Wiśniowe a bo co? spytałam kpiąca
-Ty jesteś na prawdę wredna, może jeszcze marchewki jesz?Powiedział Louis wchodzący do pomieszczenia.
-Kto normalnyy nie lubi takich słodkich, rozpływających się w ustach, chrupkich, pomarańczowych marcheweczek powiedziałam całkiem poważnie.
-Harry zbieraj się musimy kupić jakiś sprzęt do schowania naszych skarbów, ona jest straszna.
-No dziękuje Ci powiedziałam i udając obrażoną wyszłam na balkon na moje nieszczęście wpadłam na mulata palącego papierosa.
-Przepraszam, a w ogóle palisz?spytałam nieco zdziwiona.
-Nie jestem aż taki idealny, zdarzają się gorsze dni i odpalam kilka.
-Więc dzisiaj jest ten gorszy? spytała nie czekając na odpowiedź.


___________________________________________________
Hejooo ziomkii<3<3 Na prośbę Kingi napisałam szybko piąty;)
Mam nadzieję że wam się spodoba. Zachęcam do komentowaniaaa i
oddawania głosów w ankiecie. Myślę że teraz spróbuję być bezlitosna i
następny rozdział dodam po 4 komentarzach. Pozdrawiam Oliś:**

Na koniec Zaynn<3











czwartek, 16 sierpnia 2012

Czwarty

Czwarty<3

Rano obudziły mnie promienie słoneczne przedzierające się przez... Em? No właśnie o to chodzi, że to nie one mnie obudziły. Wczesne, powtarzam wczesne pukanie, przepraszam walenie! do drzwi były sprawcą mojej pobudki i na prawdę przeklinam osobę, która ośmieliła zbudzić mnie o 3:26 w tę cudowną, wrześniową noc.
-No idę! krzyknęłam i nie zważając na to, że nadal leżę w łóżku machnęłam ręką. Jak to na mnie przystało ręka uderzyła w kant szafki i rozcięła mi nadgarstek.
-Cholera jasna Naomi! Pomóż mi!
-Ale co się...
-Naomi! Super tego brakowało omdlenia... I to denerwujące pukanie!
-Chwila no! powiedziałam i zwlokłam się z łóżka. Otworzyłam drzwi, a mym oczom ukazali się Zayn i Liam.
-Nie wnikam co to za najście, ale przez nie rozwaliłam nadgarstek, a moja współlokatorka zemdlała, więc z łaski swojej pomóżcie. Powiedziałam i wpuściłam ich do środka.
-To nie wygląda najlepiej. Ja spróbuje obudzić Naomi, a ty Zayn jedź z Van do szpitala.
-Jasne, daj kluczyki. Liam rzucił mulatowi kluczyki, a ja w pośpiechu postanowiłam przebrać chociaż spodnie.

-Przepraszam Cię.
-Za co? Że jestem totalną niezdarą? Uwierz nie twoja wina rzekłam i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-No tak ale wina leży po połowie, rzucił brunet i zatrzymał się na parkingu przed szpitalem.
-Chodź powiedział i otworzył drzwi swojego pięknego auta.




Weszliśmy do dużego budynku, wokół nas kręciło się wielu lekarzy, pielęgniarek, a przede wszystkim pacjentów.
-A tobie niewiasto co się przytrafiło? spytała mnie wysoka i szczupła kobieta o blond włosach i dużych zielonych oczach.
-Uderzyłam ręką w szafkę proszę pani.
-Rozumiem, chodź ze mną, rzekła i wskazała ręką drogę do jednej z sal. Przytaknęłam głową i poszłam za kobietą. Dotarliśmy na miejsce. Pielęgniarka przemyła mi nadgarstek wodą utlenioną i przyłożyła do niego wacik.
-Teraz ruszaj do gabinetu pani Krzyżanowskiej, ona zadecyduje co z tobą zrobić.
-Krzyżanowska słyszałam już to nazwisko dam sobie rękę uciąć. Rzekłam do mulata, a ten mało co nie poskładał się ze śmiechu.
-No tak.. rzekłam i spojrzałam na wciąż zakrwawioną rękę.
-Jesteś prze zabawna powiedział i uśmiechnął się.
-Wydaję mi się że są to przebłyski jawnej głupoty i sklerozy z mojej strony ale dzięki.


Przeszliśmy do dużego gabinetu. Usiadłam na jednym z krzeseł. Pani doktor opatrzyła moją rękę i owinęła ją bandażem elastycznym.
-Tym razem obejdzie się bez szwów, możesz ruszać z chłopakiem do domu.
-Ee to nie mój chłopak rzekłam zakłopotana
-Mam dziewczynę odpowiedział szybko Zayn, się znaczy inną.
-No widzi pani rzekłam i obdarzyłam kobietę uśmiechem.
-Tak czy inaczej pasujecie do siebie powiedziała i wstała z krzesełka.
-Miło było was poznać. Ciebie chłopcze kojarzę ale na prawdę nie przypominam sobie skąd.
-Dziękuje pani do zobaczenia rzekłam i
razem z brunetem opuściłam gabinet,
a następnie szpital.

Otwierając drzwi do pokoju ujrzałam Liama wycierającego pozostałe strumienie krwi z podłogi.
-Nie trzeba było.
-Ty z tą rączką nie wiele zdziałasz, z Naomi... sama wiesz jak reaguje na widok tej wydzieliny.
-Dziękuje Ci powiedziałam i przytuliłam go do siebie.
-Nie ma za co i polecam się na przyszłość rzekł i pokazał szereg swoich białych ząbków.
-A właśnie gdzie ten rudzielec polazł i samego Cię zostawił?
-Siedzi u swojego chłopaka.
-A no tak. E czekaj że jak!! krzyknęłam razem z Zaynem. Liam zaśmiał się i pokręcił głową:
-Wy zawsze tak razem? To znaczy odpowiadacie?
-Nie,
-I znów to samo jesteście cudowni w całości rzekł Li i uśmiechnął się.
-Pozwólcie że dokończę kiedy Naomi zemdlała poszedłem po Maksa ten mało co nie skręcił nogi gdy się dowiedział że straciła przytomność. Dobił do framugi nabił sobie guza, Naomi odzyskała przytomność przyłożyła Maksowi lód do jego cudownej główki i się pocałowali. No i tak jakoś siedzą teraz u niego. Rozumiecie prawda.
-No.. powiedziałam znów równocześnie z Zaynem. Liam tak rozbawiony sytuacją opadł na łózko ja celnie trafiłam go poduszką. Ten oburzony że oberwał w głowę postanowił mi oddać, z czasem Zayn też się przyłączył i urządziliśmy małą bitwę na poduszki. Po skończonej `bitwie` rozejrzałam się po pokoju.
-Teraz wy sprzątacie! krzyknął przerażony bałaganem Liam i opuścił pomieszczenie.






_______________________________________________________
Siemka ziomusie moje kochane<3<3
Rozdział 4 jest;) Mam nadzieje że się spodoba.
Proszę o komentarze dziękuje za poprzednie. Myślę że następny po 4;* Oliii<3

















poniedziałek, 13 sierpnia 2012

                                        Trzeci<3




2 września. Dla nie których najbardziej znienawidzona data pod słońcem, a dla mnie? Może i tak bywało to czasu ukończenia gimnazjum,  teraz nawet się cieszę na te wszystkie zajęcia, nowych nauczycieli, nową klasę, przerwy i te wszystkie `uroki` szkoły. Od razu po wyłączenia budzika który wskazywał godzinę 7 zerwałam się z łóżka i podeszłam do szafy wyciągnęłam z niej bejsbolówkę, krótkie spodenki, bokserkę i zwykłe białe trampki. Ruszyłam do łazienki. Kiedy stanęłam przed lustrem oniemiałam moje włosy zachowały dosyć `normalną` postawę i ani jeden nie uległ pokręceniu co było bardzo dziwne. Tak, tak dziwne dotąd nad moimi włosami  umiała zapanować tylko prostownica która w tejże chwili ewidentnie nie była mi potrzebna. Przeczesałam włosy szczotką i zostawiłam w takim stanie w jakim były obecnie. Wzięłam szybki prysznic, założyłam ubrania i podeszłam do lustra. Popsikałam się swoim ulubionym perfumem z delikatną nutą mięty i świeżych malin.
-Achhh rzekłam czując woń perfum. Z kosmetyczki wyciągnęłam arbuzowy błyszczyk posmarowałam nim usta i schowałam go do kieszeni spodenek. Rzęsy przeciągnęłam delikatnie tuszem i wyszłam z łazienki pod którą stała cała w skowronkach Naomi.
-A ty co taka uradowana?
-Sama nie wiem widocznie się wyspałam powiedziała i weszła do łazienki trzymając w ręce ubrania. Uśmiechnęłam się w jej stronę i ruszyłam w stronę swojego biurka aby jeszcze raz sprawdzić czy aby na pewno wszystko zabrałam. Otworzyłam więc torbę i przejrzałam jej zawartość.
-To chyba wszystko przytaknęłam i zamknęłam torbę. W tym samym momencie z łazienki wyszła Naomi.
-To jak idziemy?Spytała ochoczo
-Myślę że powinnyśmy przytaknęłam i razem z rudowłosą opuściłam pokój.




-To jak co masz pierwsze? Spytała mnie współlokatorka
-Wygląda na to że historię powiedziałam przeciągając ostatnią literkę.
-No to moja droga musisz wtargać się na trzecie piętro do sali 216.
-Że jak! Trzecie.. powiedziałam z wyraźnym oburzeniem w głosie.
-Muszę lecieć, widzimy się na stołówce w porze lunchu powiedziała Naomi kiwając ręką w stronę Maksa.
-No to idę rzekłam przeczesując grzywkę która ani na chwilę nie potrafiła zachować wyglądu idealnego.. Wzdychnęłam i bez zastanowienia uniosłam nogę ku schodom, pech chciał że akurat w tym samym momencie jednemu z uczniów wylała się oranżada, niefortunnie poślizgnęłam się i z hukiem upadłam na ziemię. Wszyscy spojrzeli na mnie z zamurowaniem, widać niezdary to nowość w ich cudownej szkole.
Otrzepałam się szybko i ponownie wkroczyłam na schody tym razem jednak z większą ostrożnością.


-No nareszcie powiedziałam zwycięsko stojąc u drzwi owej sali. Do dzwonka zostało jeszcze nieco ponad pięć minut. Postanowiłam więc zapoznać się z nową klasą, niektórych nawet polubiłam. Poznałam pewną dziewczynę nazywa się Majka.Jest to dziewczyna średniego wzrostu, blondynka ale całkiem błyskotliwa. Jest bardzo ładna, otwarta na nowe znajomości i odważna. Z tego co wiem pochodzi z Polski ale praca rodziców ją tutaj ściągnęła. Czyli podobnie jak u mnie. Do jej ulubionych zajęć należy malowanie i słuchanie jakiegoś zespołu One coś tam, nie ważne mnie jakieś szczególne zespoły nie kręcą. Lubię wiele gatunków muzycznych.


Zadzwonił dzwonek. Weszłam do klasy ławki były podwójne więc usiadłam z nowo poznaną dziewczyną w jednej z nich.
-Z tego co słyszałam będzie nas uczyć pan Smith. Odezwała się blondynka
-Nie żartuj, dyrektor?
-Owszem, ale podobno jest bardzo miły, potrafi wiele wpoić do uczniowskich, szarych komórek.
-No to całkiem dobrze, rzekłam i wypakowałam z torby książkę oraz zeszyt.

Do klasy wparował zadyszany,  w średnim jak na moje oko wieku,  mężczyzna. Miał na sobie czarne sztruksy, białą bluzkę i granatową marynarkę. Na czole widniały okulary z niebieskimi oprawkami w zielone paski. Z kieszeni bluzki wystawały 3 długopisy. Czarny, niebieski i oczywiście czerwony. W ręku trzymał niewielka saszetkę z motywem pióra i wielkiego atramentowego kleksa.

-Witam was bardzo serdecznie w ten jakże upalny poranek. Nazywam się John Smith. Ośmielam się powiedzieć że widzicie mnie nie pierwszy raz. Pełnię funkcję dyrektora w tej placówce od 5 lat. Myślę że ten rok naszej współpracy będzie owocny zarówno dla mnie jak i dla was. Teraz pora na was. Myślę że powinniśmy o sobie wiedzieć co nie co. Zrobimy tak każdy z was opowie o sobie w kilku zdaniach, co lubi robić w wolnym czasie, może jakieś zainteresowania. Ulubiony sport albo zespół. Sami wiecie o co chodzi. Zaczniemy od Ciebie chłopcze. Wskazał na wysokiego bruneta, o jasnej karnacji.
-Hymm.. no to ten jestem Thomas, pochodzę z Bradford. W wolnym czasie jeżdżę na desce, albo na BMX.  Lubię chodzić do kina i do skate parku. Powiedział ciągle drapiąc się po głowie chłopak. Spojrzałam na Majkę która ukrywała śmiech za książką, nie ukrywam że mnie też ciężko było nad sobą zapanować. Kolejka szybko minęła więc miałam to za sobą. Nie lubię wystąpień publicznych, jest to coś co wzbudza we mnie strach. Jestem nie śmiała, mało odważna no chyba że chodzi o pokonywanie żałosnych i zbyt pewnych siebie kolesi w tym jestem niezawodna. 


Po kilku lekcjach, zapoznałam się trochę ze szkołą więc postanowiłam że sama dotrę na wcześniej umówione miejsce spotkania z Naomi, a mianowicie stołówkę. Nie było to trudne bo gdy tylko opuściłam gmach szkoły, w oczy rzucił mi się średniej wielkości budynek z drewnianym szyldem `Stołówka`. Weszłam do pomieszczenia i wzrokiem szukałam rudowłosej. Siedziała w towarzystwie Maksa. Żadna nowość, co jak co ale ta dwójka spędza ze sobą strasznie dużo czasu. Mało o nich wiem to znaczy jako o dwójce, wiadomo mi tylko że znają się już dosyć długo. Myślę że byli by niezłą parą. Wracając. Przysiadłam się do dwójki i obserwowałam resztę. Nie zauważyłam nawet że Naomi i Maks już konsumowali lunch.

- A ty nic nie jesz? zapytał roześmiany chłopak. 
-A no tak zaraz wracam rzekłam otrzepując się. Wzięłam jedną tacę i ruszyłam do kolejki stanęli za mną dwaj kolesie. 
-Ej ty czy my już się gdzieś nie widzieli? Spytał jeden.
-Hymm.. Jak przypuszczam chodzimy do jednej szkoły cwaniaku. 
-Aj to nie o to chodzi mała..
-Posłuchaj chłopaku powiedziałam odkładając tacę na półkę. Takie teksty doprowadzają mnie do szału. Słyszałam je z em.. co najmniej milion razy rzekłam przesuwając się do przodu. Tym samym chłopak przesunął się do tyłu. Jeśli jeszcze raz usłyszę z twoich ust jakiś koszmarny zgapiony i przereklamowany tekst załatwimy to inaczej powiedziałam dociskając chłopaka do ściany. Potraktuję Cię dokładnie tak samo jak... hymm niech no się zastanowię. Widziałeś kiedyś piłeczkę do ping-ponga prawda? 
-No w sumie to tak, odpowiedział.
-Wyobraź sobie że jesteś taką piłeczką, a ja w dzień rozgrywek zakładam... Twój ulubiony kolor?
-Czerwony.
                                                      
-No to zakładam sobie czerwone szpilki, 12 cm. Z gracją omijam boisko, zatrzymuję się na trybunach, niestety któryś z zawodników jest bardzo zdenerwowany przegraną, wyrzuca piłeczkę czyli Ciebie w tym wypadku na owe trybuny. Ja zdezorientowana faktem iż  dostałam piłeczką w głowę,  podnoszę się z krzesełka i wbijam całe pieprzone dwanaście cm w piłeczkę. Piłeczka jest wielkości twojego mózgu no to tak akurat. Chłopakowi gałki wyszły wierzch i razem ze swoim przestraszonym kolegą odeszli. 
-Żartowałam ja to tylko karate ćwiczę! krzyknęłam za nimi a Ci jak oparzeni wybiegli z pomieszczenia. Zaśmiałam się pod nosem i zabrałam się za nakładanie jedzenia. Tym razem nikt mi nie przeszkodził więc wróciłam do stolika. Po zjedzonym lunchu wróciłam z Naomi do pokoju. Resztę dnia spędziłyśmy oglądając jakieś meksykańskie telenowele. 




*********************************************************************
Hej;** Dawno tutaj nie zaglądałam i nie powiem zdziwiłam się dziękuje wam za komentarze i co wy na to żebym następny rozdział dodała po 4? Mam  nadzieję że dacie radę;) Mam nadzieję że notka się spodoba bo mnie to ona szczególnie do gustu nie przypadła. W bohaterach niebawem powinna pojawić się Majka;) Do zo<3









































niedziela, 5 sierpnia 2012

Drugi<3



Razem z Louisem, Maksem i Naomi wstąpiliśmy do Milk Shake City jak mniemam na shake co prawda ja i Naomi miałyśmy wybrać się na zakupy, ale jednak  zmiana planów nie poszła na marne mogłam lepiej poznać księcia z marchewkowym berłem, uroczego Maksymiliana  no i rudowłosą. Dowiedziałam się nawet kilku zadziwiających faktów z życia 5 przyjaciół wiem że mieszkają razem i mają dosyć dziwne fobie jak na przykład Liam który na śmierć boi się łyżeczek kiedy usłyszałam to z ust Lou o a mało nie zakrztusiłam się własnym, czekoladowym shakiem przyswoiło mi to trochę kłopotów bo nie dość że wymachując rękoma uderzyłam w tacę kelnerki to jeszcze wbiłam sobie spadający z owej tacy widelec prosto w dłoń- i o to właśnie cała ja nieokrzesana i bardzo ale to bardzo pechowa Vanessa jeszcze jakieś pytania? Może streszczę moje `drobne` wypadki bez większych szczegółów.

No to zaczynamy:
2, 5 roku- upadek z krzesełka na ziemię (około 2 metry) który zakończył się `na szczęście` tylko 5 szwami na moim dziecięcym policzku.
4 lata- pierwsze rodzinne wakacje w Hiszpanii zakończone omdleniem nad basenem.
8 lat- czyli bodajże 2 klasa podstawówki. Gra w berka na podwórku która nie fortunnie skończyła się dość nieoczekiwanym finałem czyli złamaną ręka.
2 lata później- kolonie we Włoszech i nieudana próba odebrania telefonu koleżance zakończona ogromnym ale to bardzoo ogromnym siniakiem na mojej małej rączce.
14 rok życia- wspaniałe chwile w gimnazjum najlepsze odpały no i ta sama ja. Ucieszona po skończonej lekcji matematyki ruszyłam do szatni aby przebrać się na W-f niestety będąc na ostatnim schodzie prowadzącym do korytarza moja noga odwróciła się w innym kierunku co zakończyło się trwałym pęknięciem kostki i skręceniem stawu skokowego. To cała ja pomijając kilka drobiazgów jak na przykład szycie ręki z powodu rozwalenia głupiego lusterka mojej koleżanki, rozwalenie wargi i dziąsła bo akurat w tym samym momencie kiedy mój kolega wstawał ja się schyliłam i oberwałam od jego `ślicznej` główki.

-Dziewczyno z takimi przeżyciami to ty powinnaś już nie żyć. Wtrącił się mulat.
-O hej kiedy przyszliście?
-Jakoś dokładnie w 4 roku twojego barwnego życiorysu zaśmiał się Harry.
-Miło. Może jednak zmienimy lokal bo jakoś się tłoczno zrobiło powiedziałam. Chłopcy spojrzeli na siebie porozumiewawczo i natychmiast ruszyli do drzwi ja razem z nimi.


Dotarliśmy do parku w którym było bardzo spokojnie, praktycznie żadnej żywej duszy pomijając jakąś parę  wyprowadzającą swojego Owczarka Niemieckiego. Usiedliśmy wspólnie nad brzegiem jeziorka tuż obok wielkiego dębu. Dawał on nam niezawodny cień bo pomimo tego że była już godzina 17 słońce prażyło niemiłosiernie.Dziwne jak na Londyn, tutaj rzadko spotyka się taką pogodę. Oparłam się o drzewo niestety w tym samym czasie kiedy Liam próbował się o nie oprzeć skończyło się guzem na moim czole a jego tylnej części głowy. Reszta śmiała się z nas tylko Naomi i Maks byli w swoim świecie więc nawet nie zauważyli zdarzenia.
-Dziewczyno boję się z tobą spędzać czas Harry, Liam mam nadzieję że nie utopisz nikogo nie chcący w jeziorze rzucił rozbawiony całą sytuacją Louis.
-Nie przesadzajmy mogło by się zakończyć zwyczajnym niedotlenieniem no albo może reanimacją. Zaśmiałam się.
-Zayn chcesz sprawdzić? Powiedziałam nadal przez śmiech mulat natychmiast wstał ze swojego aktualnego miejsca i przeniósł się trochę dalej.
-Nie ma mowy rzekł
-Rozumiem wolisz zginąć w basenie powiedział Harry
-Nie ja chcę żyć! Jeśli umrę kto zadba o moją idealną fryzurę do trumny. Powiedział przestraszony chłopak.
-Nie przesadzaj ja zrobiłabym to lepiej rzuciłam w jego stronę.
-Uuuu.. zawołali jednocześnie chłopcy widząc zbliżającego się w moją stronę chłopaka.
-Ty?! ty nie potrafiłabyś zapanować nad włosami prawie łysej głowy mojego dziadka rzekł.
-A to twoje są niby lepsze?rzekłam
-Teraz to nie żyjesz! krzyknął
-Ja! ja nie żyję? Przykro mi ale mój anioł stróż pracuje 24 h na dobę i jak na razie nie pozwolił mi zginąć powiedziałam wstając z miejsca i otrzepując sukienkę.
-Ale będzie wojna! rzekł uradowany blondyn załączający właśnie kamerkę w telefonie.
-Odszczekaj za moją fryzurę!
-Odszczekaj ze tego dziadka!
-Nie ma mowy!
-Jak to nie ma powiedziałam klepiąc chłopaka w ramię
-No tak po prostu powiedział chwytając mnie za ręce które zawalczyły jednak znacznie oddaliliśmy się od reszty i staliśmy teraz nas samym brzegiem jeziora. Chłopak skrzyżował moje ręce wokół mojej tali i przyciągnął do siebie.
-Przeprosisz? szepnął mi do ucha.
-No.. oczywiście że nie powiedziałam i pchnęłam chłopaka ten mimowolnie wpadł do jeziora.
-Nie!!!! Zayn trzymaj się już biegnę krzyczał przerażony Liam
-Nie wiedziałam o co mogło mu chodzić przecież woda ledwo sięgała kolan. Przybiegł Liam a za nim cała reszta, zdezorientowana spojrzałam na Naomi.
-Nasz kochany przystojniak potwornie boi się wody dlatego gdy o niej wspominałaś na twarzy wymalowany miał strach.
-O jeju a to słodkie, rzygam tęczą. Powiedziałam, a zaraz po tym poczułam pchnięcie. Spojrzałam bezlitośnie na Harrego który stał na brzegu i machał do mnie rękę.
-Niech no tylko!!
-Niee nie rób mu nic tylko nie mój kochany Harry powiedział Loui przytulając do siebie zielonookiego ten zza pleców pochłaniacza marchewek wystawił mi język. Pogroziłam mu palcem i wpadłam na świetny pomysł zemsty. Tylko że jakby tu... o mam zaprosimy chłopaków na maraton filmowy, a kiedy loczek będzie już w stanie uśpienia zemszczę się. Na samą myśl uśmiechnęłam się i wykręcając sukienkę wyszłam z wody.




-To jak idziecie do nas? spytałam patrząc na chłopaków.
-Jeśli możemy powiedział wyszczerzając zęby mulat
-Jasne że możecie, nie byłabym rozczarowana gdybyście zostali na mały maraton filmowy rzkełam
-A będą przekąski? spytał z zaciekawieniem blondyn. Na jego słowa wszyscy wybuchliśmy  śmiechem a ja próbując przywrócić powagę powiedziałam stanowczo- Pewnie.

Kiedy dotarliśmy do internatu natychmiast podeszłam do szafy, wyciągnęłam z niej trochę luźniejsze ubrania i ruszyłam do łazienki. Poprawiłam też trochę włosy spinając je w luźnego kłosa. Kiedy wyszłam z pokoju podeszłam do szufladki, w której wcześniej usadowiłam najróżniejsze płyty. Wyciągnęłam kilka z filmami i po kolei odczytywałam tytuły filmów:
-Dziennik Bridget Jones
-Zielona mila
-Szeregowiec Ryan
-Władca pierścieni
-Skarface
-Mój ulubiony powiedziałam równocześnie z Zaynem reszta zmierzyła nas wzrokiem
-Przejechałam błagalnym wzrokiem po reszcie osobników siedzących w pokoju
-No niech wam będzie włączaj ten film powiedział Liam
-Dziekujee powiedział słodkim tonem mulat. Włączyłam DVD i w stacji dysków usadowiłam płytę z owym filmem. Jako iż dochodziła już prawie godzina 23 wszyscy z wyjątkiem mnie, Liama i Zayna spali widząc że Harry słodko śpi oparty na marchewkowym potworze wymknęłam się do łazienki. Z szafeczki wyciągnęłam przedmiot mojej zemsty a mianowicie zwykłą prostownice. Cwanie się uśmiechnęłam i podłączyłam ją do przedłużacza. Widząc co robię zdezorientowany Zayn wstał z fotela i podszedł do mnie.
-Wiesz że on będzie płakał? szepnął mi do ucha.
-Tak, tak i właśnie o to mi chodzi rzekłam i zabrałam się za prostowanie włosów Harolda. Kiedy skończyłam przetarłam oczy ze zmęczenia była już 1 nad ranem. Spojrzałam na Zayna który też wyglądał na zmęczonego położyłam się na swoim łóżku, a on błagalnie na mnie spojrzał.
-Dobra możesz spać obok mnie ale ostrzegam nie na ruszaj mojej przestrzeni osobistej bo twoja kolekcja lakierów do włosów ulegną rozpadzie. Mulatowi zaświeciły się oczy i położył się po drugiej stronie mego `królewskiego` łoża.


Następnego dnia:

-Boże co wy ze mną zrobiliście, ja ja przez was zawału dostanę moje kochane loczki dlaczego!
-Harry uspokój się przemawiał do niego Louis głaszcząc go po wyprostowanych przeze mnie włosach.
-Teraz przyznawać się! kto to zrobił?!
-No mnie się wydaję że to chyba byłam ja powiedziałam z szyderczym uśmiechem.
-O ty?! Nie żyjesz dziewczyno rzekł i wstał z miejsca zielonooki
-Hah no zobacz jakoś jeszcze jestem obecna mój drogi.
-Pozory mylą powiedział i w odwecie rzucił się na mnie. Natychmiast jego ręce zaczęły mnie łaskotać i oczywiście nie obyło się przez cudownego finału w moim wykonaniu czyli rozbitej lampie.
-No, no to ładnie rzekł drapiąc się po głowie zakłopotany Harry
-Nie przejmuj się odłamki się pozbiera a lampa? hy mój tatuś pewnie kupi nową powiedziałam ze szczerym uśmiechem. Wzięłam się za sprzątanie kiedy już skończyłam podeszłam do szafy aby wyciągnąć ubrania na uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego. W końcu postawiłam na ten zestaw. Ruszyłam więc do łazienki. Wzięłam gorącą kąpiel, umyłam swoje nieidealne włosy które następnie wysuszyłam i upięłam w luźnego koka . Oczy pomalowałam tuszem bo właśnie do tego stopnia ograniczał się mój makijaż nie lubiłam przesady dlatego nie zadawałam się z ludźmi którzy nadużywali cieni, fluidu, czerwonych szminek czy też pudru jak na moje oko wyglądało to bardzo odrażająco. Wyszłam z łazienki i razem z Naomi i Maksem ruszyłam na akademię. Przydzielono mnie do klasy 1A czyli całkiem spoko, nie ma żadnych tapet tylko zwykłe dziewczyny podobne do mnie. Chłopcy? Hymm... nie będę ich oceniać bo żeby ocenić trzeba poznać, a teraz ledwo znam ich imiona więc nic wam o nich nie powiem.



Wróciłam z Naomi do pokoju, w którym zastałyśmy naszych stałych gości czyli chłopaków. Spojrzałam na nich trochę zdziwiona no bo w końcu oni chyba też mają szkołę czy coś? Nie zastanawiałam się dłużej nad tym spostrzeżeniem tylko podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej to. Wróciłam do reszty jednak brakowało mi rudowłosej.
-Ale że niby, em gdzie ona...
-Poszła z Maksem odpowiedzieli jedno głośnie chłopcy
-I że niby ja mam tutaj teraz z wami? że niby sama spojrzałam na nich dosyć dziwnie.
-No że niby w zasadzie chyba tak powiedział ze śmiechem na ustach Zayn
-Okeyy.. powiedziałam nieco wydłużając ostatnią samogłoskę. A co będziemy robić jakieś szczególne plany? dodałam
-Na pewno nie zostajemy tutaj na maratonie powiedział już w swoich idealnych lokach Hazza.
-Dobrzee to co robimy?
-Może wybierzemy się na lody? zaproponował brunet.
-No niech będzie rzekłam i opuściliśmy pokój.




Po półgodzinnym spacerze dotarliśmy do niewielkiej kawiarenki, lody były przepyszne ale co dziwne nikt jej od dawna nie odwiedzał.
-Konkurencja odezwał się smętnie Zayn
-To prawda kiedyś pewnie był tutaj niesamowity ruch a teraz są na skraju bankructwa. Smutne powiedziałam.
-Niesamowite jak szybko czasy się zmieniają powiedział blondyn który wziął z nas wszystkich chyba najwięcej gałek bo aż 5. Uśmiechnęłam się w jego stronę jednak ten zajęty pochłanianiem nawet nie zauważył gestu.
W kawiarni spędziliśmy nie całą godzinę, potem wstąpiliśmy do sklepu, a następnie wróciliśmy do internatu.







































środa, 1 sierpnia 2012

Pierwszy<3
-Oaugh... ziewnęłam ze wiadomością że po raz ostatni budzę się w swoim ukochanym łózku. Dlaczego?
Moi kochani rodzice zafundowali mi szkołę z internatem nie żeby mnie to nie cieszyło w końcu te wszystkie zajęcia artystyczne i plastyczne... Wracając. Myślę że moi nadzwyczaj mało opiekuńczy rodzice robią to aby się mnie zwyczajnie pozbyć. Ale cóż nowa szkoła, nowe znajomości i ta sama ja na pozór miła i sympatyczna, a tak na prawdę nie obliczalna w stosunku do nie idealnych, słodkich idiotów, których interesuje tylko i wyłącznie pochwalenie się przed kumplami nową zdobyczą. Nic, zero prawdziwych uczuć. sztucznie wypowiedziane kocham, a nawet wysłane przez badziewne komunikatory.. Tak zwana miłość XXI wieku. Takie mam zdanie o płci przeciwnej. Zastanawiacie się czemu? Poznałam raz takiego w moim rodzinnym miasteczku, ale to całkiem inna historia, nie chcę do tego wracać.



Nazajutrz:

Pakując do auta ostatnią walizkę jeszcze raz spojrzałam na mój cudowny dom. Otarłam jedną spływającą po policzku łzę, pomimo tego, że bardzo cieszę się z tego że wyjeżdżam to będzie mi brakować Kalifornii, tego klimatu. Internat w Londynie to spełnienie moich marzeń, mieszkają tam takie dzieciaki jak ja, ich rodzice są tak samo zapracowani i bezuczuciowi jak moi, kupując nam drogie rzeczy próbują zastąpić ich samych. Czasami przez ich zachowanie czuję się strasznie samotna.. Totalnie beznadziejna sytuacja..






Dojechałam na miejsce, stanęłam u bram słynnej szkoły artystycznej.
-Pokój 244, współlokatorka Naomi Ritchardson. No to bierzemy się za szukanie rzekłam wchodząc do ogromnego gmachu. 
-Z tego co wiem to będzie pierwsze piętro, trzeci pokój po lewej. 
-Emm.. dziękuje pewnie mieszkasz tu dosyć długo, skoro jesteś taki obeznany.
-Nie tylko mój przyrodni brat mieszka obok pokój 243 powiedział i uśmiechnął się.
-Aa.. przepraszam. Ja już pójdę sam wiesz, te wszystkie nowe rzeczy, współlokatorka.. 
-Naomi? Bardzo sympatyczna dziewczyna, przyjaźni się z moim bratem. 
-Ty chyba bardzo dużo wiesz o tym internacie? Powiedziałam z opadniętą szczęką. 
-Nie tak wiele przepraszam ale muszę już lecieć. Do zobaczenia
-Em pa.. powiedziałam a brązowooki zniknął za drzwiami budynku. 


Dotarłam wreszcie na piętro na którym miał znajdować się pokój w którym miałam spędzić najbliższe 3 lata. Podeszłam do jasno brązowych drzwi kiedy już chciałam nacisnąć na klamkę ktoś otworzył drzwi i niefortunnie na mnie upadł z kolei ja na moje walizki. Był to chłopak średniego wzrostu o czarnych włosach i brązowych oczach. 
-Yyy no to pięknie zaczynamy naszą znajomość powiedział wstając ze mnie i wyciągając pomocną dłoń. 
-Rzeczywiście powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Miło mi Cię poznać jestem Zayn 
-Wzajemnie ja jestem Vanessa.
-Bardzo Cię przepraszam ale mam bardzo ważne spotkanie do zobaczenia. 
-Ta hej.. 
Pożegnałam biegnącego bruneta i kiedy po raz kolejny spróbowałam otworzyć niesforne drzwi mocno nacisnęłam na klamkę i popchnęłam drzwi niestety pech chciał że za drzwiami stał Kolejny chłopak? No widzę koleżanka bardzo lubi płeć przeciwną. Biedaczek oberwał klamką prosto w łuk brwiowy, z którego natychmiast puściła się krew. 
-Matko przenajświętsza! Ja ja Cię przepraszam to nie chcący ja nie chciałam znów na kogoś wpaść wybacz mi, tak mi głupio ja nie wiem co mam powiedzieć. Proszę tutaj są chusteczki za chwilkę z walizki wyciągnę plaster wytrzymaj. Strasznie mi przykro. Zielonooki chłopak spojrzał na mnie trzymając chusteczkę na brwi i wybuchnął śmiechem. 
-Coś nie tak z moją twarzą?
-Nie tylko tak strasznie szybko mówiłaś że prawie nic nie zrozumiałem. Spokojnie to nic wielkiego nie boli aż tak bardzo. 
-Harry dla Ciebie to nic ale jak zobaczy to Paul.. powiedział blondyn z kanapką w ręku. Całej sytuacji przyglądała się rudowłosa dziewczyna myślę że to właśnie Naomi. 
-Powiem że to przez przypadek a teraz chodź głodomorze mamy ważne spotkanie. 
-Tak tak już idę a tak w ogóle jestem Niall to jest Harry 
-Miło mi ja jestem Vanessa do zobaczenia powiedziałam a oni opuścili pomieszczenie. 
-Dlaczego wszyscy chłopacy się dziś tak spieszą?..
-Jak to wszyscy? spytała mnie dziewczyna siedząca na łóżku. 
-No razem z tą dwójką to już będzie 4 ten Zayn i ten drugi jak mu tam o szlak nawet nie wiem jak się nazywał.
-Pewnie go jeszcze zobaczysz powiedziała i uśmiechnęła się do mnie rudowłosa.
-Jestem Vanessa 
-Ja Naomi mam nadzieję że ich polubisz jeden z nich to brat chłopaka na którym strasznie mi zależy.. 
-O właśnie to on ten chłopak mówił że ma brata który mieszka w pokoju obok Ciebie 
-Poznałaś Liama, Zayna, Nialla i Harrego? no proszę proszę pozostał tylko Louis nasz marchewkowy potwór.Kiedy dziewczyna wypowiedziała 4 ostatnie słowa trochę się zdziwiłam i nie do końca wiedziałam o co jej tak na prawdę chodzi odpowiedziałam szczerym uśmiechem i zabrałam się za wkładanie rzeczy do szafy. 


Kilka godzin później:

Kiedy wreszcie uporałam się z wszystkimi ubraniami, kosmetykami, sprzętami, książkami itp. nadszedł czas na przyjemności.Jako że rozpoczęcie roku szkolnego miało nastąpić dopiero jutro postanowiłyśmy z Naomi wybrać się do miasta. Wyciągnęłam więc z szafy sukienkę i poszłam do łazienki aby ją na siebie założyć kiedy wyszłam z łazienki moim oczom ukazał się chłopak z bluzką o podobnych kolorach do mojej sukienki i   czerwonych rurkach, zauważyłam że w ręku trzyma marchewkę i właśnie wtedy zrozumiałam o co chodziło Naomi. 
-O ty jesteś pewnie Louis zgadłam?
-Tak dokładnie, ładna sukienka już zaczynam Cię lubić
-Dziękuje 
-Jak Ci na imię?
-Vanessa 
-Vanessa ładnie to co idziemy? rzekł ciągnąc za rękę rudowłosą. Wzięłam klucz i zamknęłam drzwi. Ruszyliśmy w stronę miasta...