Pierwszy<3
-Oaugh... ziewnęłam ze wiadomością że po raz ostatni budzę się w swoim ukochanym łózku. Dlaczego?
Moi kochani rodzice zafundowali mi szkołę z internatem nie żeby mnie to nie cieszyło w końcu te wszystkie zajęcia artystyczne i plastyczne... Wracając. Myślę że moi nadzwyczaj mało opiekuńczy rodzice robią to aby się mnie zwyczajnie pozbyć. Ale cóż nowa szkoła, nowe znajomości i ta sama ja na pozór miła i sympatyczna, a tak na prawdę nie obliczalna w stosunku do nie idealnych, słodkich idiotów, których interesuje tylko i wyłącznie pochwalenie się przed kumplami nową zdobyczą. Nic, zero prawdziwych uczuć. sztucznie wypowiedziane kocham, a nawet wysłane przez badziewne komunikatory.. Tak zwana miłość XXI wieku. Takie mam zdanie o płci przeciwnej. Zastanawiacie się czemu? Poznałam raz takiego w moim rodzinnym miasteczku, ale to całkiem inna historia, nie chcę do tego wracać.
Nazajutrz:
Pakując do auta ostatnią walizkę jeszcze raz spojrzałam na mój cudowny dom. Otarłam jedną spływającą po policzku łzę, pomimo tego, że bardzo cieszę się z tego że wyjeżdżam to będzie mi brakować Kalifornii, tego klimatu. Internat w Londynie to spełnienie moich marzeń, mieszkają tam takie dzieciaki jak ja, ich rodzice są tak samo zapracowani i bezuczuciowi jak moi, kupując nam drogie rzeczy próbują zastąpić ich samych. Czasami przez ich zachowanie czuję się strasznie samotna.. Totalnie beznadziejna sytuacja..
Dojechałam na miejsce, stanęłam u bram słynnej szkoły artystycznej.
-Pokój 244, współlokatorka Naomi Ritchardson. No to bierzemy się za szukanie rzekłam wchodząc do ogromnego gmachu.
-Z tego co wiem to będzie pierwsze piętro, trzeci pokój po lewej.
-Emm.. dziękuje pewnie mieszkasz tu dosyć długo, skoro jesteś taki obeznany.
-Nie tylko mój przyrodni brat mieszka obok pokój 243 powiedział i uśmiechnął się.
-Aa.. przepraszam. Ja już pójdę sam wiesz, te wszystkie nowe rzeczy, współlokatorka..
-Naomi? Bardzo sympatyczna dziewczyna, przyjaźni się z moim bratem.
-Ty chyba bardzo dużo wiesz o tym internacie? Powiedziałam z opadniętą szczęką.
-Nie tak wiele przepraszam ale muszę już lecieć. Do zobaczenia
-Em pa.. powiedziałam a brązowooki zniknął za drzwiami budynku.
Dotarłam wreszcie na piętro na którym miał znajdować się pokój w którym miałam spędzić najbliższe 3 lata. Podeszłam do jasno brązowych drzwi kiedy już chciałam nacisnąć na klamkę ktoś otworzył drzwi i niefortunnie na mnie upadł z kolei ja na moje walizki. Był to chłopak średniego wzrostu o czarnych włosach i brązowych oczach.
-Yyy no to pięknie zaczynamy naszą znajomość powiedział wstając ze mnie i wyciągając pomocną dłoń.
-Rzeczywiście powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Miło mi Cię poznać jestem Zayn
-Wzajemnie ja jestem Vanessa.
-Bardzo Cię przepraszam ale mam bardzo ważne spotkanie do zobaczenia.
-Ta hej..
Pożegnałam biegnącego bruneta i kiedy po raz kolejny spróbowałam otworzyć niesforne drzwi mocno nacisnęłam na klamkę i popchnęłam drzwi niestety pech chciał że za drzwiami stał Kolejny chłopak? No widzę koleżanka bardzo lubi płeć przeciwną. Biedaczek oberwał klamką prosto w łuk brwiowy, z którego natychmiast puściła się krew.
-Matko przenajświętsza! Ja ja Cię przepraszam to nie chcący ja nie chciałam znów na kogoś wpaść wybacz mi, tak mi głupio ja nie wiem co mam powiedzieć. Proszę tutaj są chusteczki za chwilkę z walizki wyciągnę plaster wytrzymaj. Strasznie mi przykro. Zielonooki chłopak spojrzał na mnie trzymając chusteczkę na brwi i wybuchnął śmiechem.
-Coś nie tak z moją twarzą?
-Nie tylko tak strasznie szybko mówiłaś że prawie nic nie zrozumiałem. Spokojnie to nic wielkiego nie boli aż tak bardzo.
-Harry dla Ciebie to nic ale jak zobaczy to Paul.. powiedział blondyn z kanapką w ręku. Całej sytuacji przyglądała się rudowłosa dziewczyna myślę że to właśnie Naomi.
-Powiem że to przez przypadek a teraz chodź głodomorze mamy ważne spotkanie.
-Tak tak już idę a tak w ogóle jestem Niall to jest Harry
-Miło mi ja jestem Vanessa do zobaczenia powiedziałam a oni opuścili pomieszczenie.
-Dlaczego wszyscy chłopacy się dziś tak spieszą?..
-Jak to wszyscy? spytała mnie dziewczyna siedząca na łóżku.
-No razem z tą dwójką to już będzie 4 ten Zayn i ten drugi jak mu tam o szlak nawet nie wiem jak się nazywał.
-Pewnie go jeszcze zobaczysz powiedziała i uśmiechnęła się do mnie rudowłosa.
-Jestem Vanessa
-Ja Naomi mam nadzieję że ich polubisz jeden z nich to brat chłopaka na którym strasznie mi zależy..
-O właśnie to on ten chłopak mówił że ma brata który mieszka w pokoju obok Ciebie
-Poznałaś Liama, Zayna, Nialla i Harrego? no proszę proszę pozostał tylko Louis nasz marchewkowy potwór.Kiedy dziewczyna wypowiedziała 4 ostatnie słowa trochę się zdziwiłam i nie do końca wiedziałam o co jej tak na prawdę chodzi odpowiedziałam szczerym uśmiechem i zabrałam się za wkładanie rzeczy do szafy.
Kilka godzin później:
Kiedy wreszcie uporałam się z wszystkimi ubraniami, kosmetykami, sprzętami, książkami itp. nadszedł czas na przyjemności.Jako że rozpoczęcie roku szkolnego miało nastąpić dopiero jutro postanowiłyśmy z Naomi wybrać się do miasta. Wyciągnęłam więc z szafy sukienkę i poszłam do łazienki aby ją na siebie założyć kiedy wyszłam z łazienki moim oczom ukazał się chłopak z bluzką o podobnych kolorach do mojej sukienki i czerwonych rurkach, zauważyłam że w ręku trzyma marchewkę i właśnie wtedy zrozumiałam o co chodziło Naomi.
-O ty jesteś pewnie Louis zgadłam?
-Tak dokładnie, ładna sukienka już zaczynam Cię lubić
-Dziękuje
-Jak Ci na imię?
-Vanessa
-Vanessa ładnie to co idziemy? rzekł ciągnąc za rękę rudowłosą. Wzięłam klucz i zamknęłam drzwi. Ruszyliśmy w stronę miasta...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz