Piąty<3
Przez całą noc nie udało mi się zasnąć. Może to dlatego, że dwójka zwariowanych chłopaków ciągle nade mną stała? A może jednak wina wiąż bolącej ręki? Myślę że wina leży po połowie.
O godzinie 6 postanowiłam wstać z łóżka i udać się do łazienki. Jak zauważyłam pogoda niestety nie była dziś najlepsza jak to na Londyn przystało, to oberwanie chmury, to wiatr, a nawet spadające krople gradu, odbijające się od okna. Z szafy wyciągnęłam ubrania i ruszyłam do wcześniej zaplanowanego miejsca. Wzięłam długi prysznic po czym przyszedł czas na umycie włosów. Ręka sprawiała mi trochę trudności ale w końcu jakoś sobie poradziłam. Z szafeczki wyciągnęłam jedną brązową kokardkę i wpięłam ją do wcześniej wysuszonych włosów. Opuściłam pomieszczenie nie zważając na to, że Harry stoi za drzwiami. Na szczęście tym razem chłopcy zdążyli go uprzedzić i w porę odsunął się.
-Dziewczyno ty albo mnie zabijesz drzwiami, albo co najwyżej doprowadzisz do rozległego zawału serca i zejdę z tego świata. Po tych słowach Louis wstał na równe nogi i pogroził mi palcem. Pozostali zaśmiali się, a ja długo się nie zastanawiając posłałam obojgu szeroki uśmiech i wzruszyłam ramionami.
-Muszę was zasmucić, zebrani w tym pomieszczeniu człowieki ale bowiem udaję się na lekcję fizyki. Nie dotrzymam wam mojego świetnego towarzystwa, ale zostawiam wam klucz na znak pojednania z Haroldem, życzę mu wytrwania, bo nigdy nie wiadomo kiedy otworzę drzwi. Powiedziałam z rozłożonymi rękami. Na `sali` rozniósł się śmiech słuchających, a ja pomachałam do nich ręka i wyszłam.
-Vanessa poczekaj odprowadzę Cię rzekł chłopak narzucając na głowę kaptur.
-Niech będzie rzekłam uśmiechając się do mulata. A można wiedzieć dlaczego nie siedzisz z resztą grona towarzyskiego na czele z panem `Nie dotykaj moich włosów?` powiedziałam i zaśmiałam się.
-Emm... To znaczy jadę do mojej dziewczyny rzucił a ja zrobiłam trochę dziwną minę.
-Sorry nie wiedziałam że z kimś jesteś.
-Nie ma sprawy, mam nadzieję że się polubicie jesteście podobne to znaczy z charakteru a przynajmniej tak mi się wydaje.
-Jeśli tak sądzisz. Powiedziałam przystając przy drzwiach wejścia do szkoły.
-Muszę..
-Tak wiem do zobaczenia powiedziałam i przytuliłam bruneta na pożegnanie..
-Ej Van kto to był?? spytała uradowana Majka widząca całe zajście przez okno.
-Znajomy rzekłam bez większego entuzjazmu.
-Ta bo każdy znajomy odprowadza pod szkołę i przytula.
-Ma dziewczynę powiedziałam piorunując dziewczynę przenikliwym spojrzeniem.
-O jezu.. czy ty wszystko musisz zepsuć? zapytała ponownie oburzona blondynka.
-Tak, tak.. teraz chodź za chwilę fizyka.
-No idę przecież rzekła dziewczyna zamykając szafkę.
Dotarłyśmy do sali, w której siedziała już grupka uczniów, zajęłam miejsce obok Majki i wypakowałam rzeczy. Usiadłam na krzesełku i przyglądałam się reszcie ludzi wykonującym różne czynności, niektórzy spisywali zadanie, inni zakuwali jak to na piątkowych uczniów przystało, jeszcze inni pałaszowali śniadanie.
Do klasy weszła wreszcie nauczycielka. Była wysoka i szczupła, włosy przykrywały jej nadzwyczaj długa szyję, a oczy współgrały ze świeżą nutą zieleni bluzki. Na pierwszy rzut oka wydawała się być miła. Przedstawiła się bo była to nasza pierwsza lekcja w tym roku, sprawdziła obecność, potem spisaliśmy regulamin i lekcja dobiegła końca. Zdecydowanie za szybko nie ukrywam że lubię fizykę, zdarza się że nawet zaklinana przez wszystkich matematyka, jest dla mnie przyjazna. Koniec, końców wszystkie lekcje minęły w mgnieniu oka i nawet nie zauważyłam jak mój dzisiejszy dzień w szkole dobiegł końca.
Weszłam do gmachu internatu, na korytarzu nie było prawie nikogo. Przyznam szczerzę że się cieszyłam z powodu nagłej zmiany pogody pękała mi głowa i nie miałam ochoty do nikogo przemawiać ani słuchać gderania innych. Udałam się do mojego kochanego pokoju. Co dziwne był pusty. Nie dziwiło mnie to że nie ma Naomi pewnie siedzi u Maksa, ale chłopcy? Pewnie wszyscy siedzą u swoich dziewczyn podobnie jak Zayn powiedziałam sama do siebie i rzuciłam się na łóżko.
-Dla twojej wiadomości ja i Niall jesteśmy kompletnie samotni. Rzekł Harry stając nade mną z paczką żelek.
-Jak, wy tutaj emm.. przecież.. niech to...
-A wiesz że w tutaj jest balkon dziewczynko?
-No w sumie racja rzekłam i wychabiłam od lokersa żelkę.
-Ciekawe którą weźmie powiedział szeptem blondyn w stronę Hazzy.
-Cicho bądź i patrz, rzekł przeżuwając jak mniemam żelkę chłopak.
-Wiśniowe a bo co? spytałam kpiąca
-Ty jesteś na prawdę wredna, może jeszcze marchewki jesz?Powiedział Louis wchodzący do pomieszczenia.
-Kto normalnyy nie lubi takich słodkich, rozpływających się w ustach, chrupkich, pomarańczowych marcheweczek powiedziałam całkiem poważnie.
-Harry zbieraj się musimy kupić jakiś sprzęt do schowania naszych skarbów, ona jest straszna.
-No dziękuje Ci powiedziałam i udając obrażoną wyszłam na balkon na moje nieszczęście wpadłam na mulata palącego papierosa.
-Przepraszam, a w ogóle palisz?spytałam nieco zdziwiona.
-Nie jestem aż taki idealny, zdarzają się gorsze dni i odpalam kilka.
-Więc dzisiaj jest ten gorszy? spytała nie czekając na odpowiedź.
___________________________________________________
Hejooo ziomkii<3<3 Na prośbę Kingi napisałam szybko piąty;)
Mam nadzieję że wam się spodoba. Zachęcam do komentowaniaaa i
oddawania głosów w ankiecie. Myślę że teraz spróbuję być bezlitosna i
następny rozdział dodam po 4 komentarzach. Pozdrawiam Oliś:**
Na koniec Zaynn<3

Super<3
OdpowiedzUsuńŚwietny i rozdział piąty i czwrty, którego nie zdążyłam wcześniej przeczytać i skomentować. Życzę weny i czekam na następny rozdział :D
OdpowiedzUsuń